Translate
sobota, 27 grudnia 2014
Rozdział 1
Nałożyłam szybko na nogi arimaxy i zbiegłam na dół. Po drodze zabrałam kluczki od mojego auta i pieniądze. Przy wyjściowych drzwiach zatrzymał mnie Tristan. No super teraz kazanie jak mam uważać na wszystko i wszystkich.Nie rozmawiać z nieznajomymi. Matko czy ja mam pięć lat.
-Tristan co znowu?-jęknęłam
-Nic,poprostu chciał bym wiedzieć czy zrobisz zakupy i zabierzesz ze soba Connora żeby Ci pomógł-wzruszył ramionami.Matko co za odmiana
-Żadnego kazania-uniosłam brwi.Coś tu nie gra.
-Żadnego chyba nie masz pięciu lat-zakpił.Palant-to jak?
-Dobra zrobię zakupy i za biorę Connora po tym jak pojedziemy do centrum handlowego
Nie widziałam dalszego sensu prowadzenia tej konersacji więc doałam żeby tan słodki Connorek się pośpieszył i że czekam w samochodzie.
Moje białe porshe,ulubione.Mam jeszcze kilka innych samochodów,ale to jest moim dzieckiem. Cudowne autko. Na chłopaka nie musiałam długo czekać.
-Cześć Czika-zaśmiał się chłopak.Od zawsze nazywał mnie tak. Zabawne.
-Hej to co jedziemy
-Nom
Do centrum nie mieliśmy daleko. Dziesięć minut stąd. Jak zwykle podczas drogi wygłupiałam się z chłopakiem. Uwielbiam go. To tak mój drugi brat,ale jak pozostałam dwójka James i Bard tylko że Connora kocham najbardziej prócz Tristana oczywiście. To on mni wychowywał od zawsze. Rodzice byli zajęci pracą. Tylko praca się liczyła i to dla tego tłumaczy dla czego mamy miliony na kontach bankowych.Nigdy nie lubiłam się przechwalać pieniędzmi,to nie w moim stylu.To bez wartościowy papierek. Zawsze chciałam mieć rodziców,a nie przelotnych ludzi, Swoją nie obecność wynagradzali mi prezętami i oni myśleli że to wystarczy. Gówno prawda. To Tristan i gosposia Hellena wychowywali mnie. teraz oczywiście jest obecna w naszym życiu. Zawsze możemy na nią liczyć.Jest jak dobra babcia do której można zwrócić się o pomoc. Kochana kobieta.
-To może ta-pokazałam chłopakowi już chyba dziesiątą sukienkę. Chciałam odświeżyć sobię trochę garderobę,ale Connor mi w tym nie pomagał.
- Ta-rzucił w mnie czarna obcisła sukienka do połowy ud. W niektórych miejscach miała złote wstawki. Całe plecy były pokryte koronką. Świetna. Wbiegłam do przymierzalni i ją od raz przymierzyłam.
-Boska-wychodząc z przymierzalni usłyszałam zachwyt przyjaciela.
-Dzięki-mruknęłam i wróciłam spowrotem ubrać swoje rzeczy.
Zabrałam sukienkę i za nią zapłaciłam. W poprzednich sklepach kupiłam również jakieś tam rzeczy i wsumie troszkę się tego nazbierało. Na dziś chyba dosyć zakupów.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do marketu po jedzenie.
Wszystko nam zajeło jakieś trzy godziny. Super.
Razem z Connorem byliśmy obładowani torbami. Wchodząc do domu czułam już tą ulgę. Z hukiem upuściłam torby z ubraniam,natomiast te z jedzeniem zaniósł słodziak do kuchni.
-O matko jestem wykończona-westchnęłam opadając obok Jamesa na kanapę
-Ja też-w salonie od razu pojawił się słodziak Connor i rzucił się na Brada.
-Złaź pacanie-warknął chłopak i z rzucił słodziaka. Wspułczuję.
Do pokoju wszedł zdenerwowany Tristan. O coś się kroi,wiem to. Znam już go na pamięć. Wiem kiedy kłamie,kiedy się denerwuje czymś czy jest zakochany.
-Mamy problem-warknął i usiadł na fotelu na przeciw nas. Zaraz wybuchnie.
Wstałam i podeszłam do brata. Usiadłam na oparciu fotela. dotknęłam jego ramienia i posłałałam mu uśmiech
-Co się stało?-zapytał Brad
-Janoskian-warknął-dzisiaj jest wyścig i podobnież się na nim zjawią,akurat dzisiaj kiedy stafka jest naprawdę wysoka.
-tylko tym się przejmujesz-zakpiłam. Od zawsze ktoś z naszej ekipy wygrywał zawody. To i tym razem wygra.
-Nie tylko tym jeżeli się dziś pojawaią to oznacza jedne wielkie kłopoty
-Damy radę,w końcu jesteśmy Evan-walnęłam go w ramię i parsknęłam śmiechem. Widać że mu poprawiłam chumor bo się zaśmiał
-A my?-wtrącił się słodziak
-Może was zadoptujemy -zaśmiał się-to co jedziemy dzisiaj,nie odpusze im tych 50 patyków itego cudnego czerwonego ferrari.
- No jasne tylko że ten samochód będzie mój-zepchnął mnie z oparcia mój braciszek dzięki czemu spadłam na podłogę z wielkim hukiem
-Ty idioto,pożałujesz-wydarłam się na niego i rzuciłam. W ten oto sposób porwałam mu jego bluzkę,a on moja spódnice. Jesteśmy jak dzieci,naprawdę. Nie ma takiego dnia żebyś sobie nie dokuczali.
Wciągnęłam na nogi obcisłe czarne rurki lekko poszarpane na udach i kolanach. Górę przy odziałam krwisto czerwonym crop topem z ćwiekami na dekoldzie. Na nogi wsunęłam carne szpilki,a na ramiona skórzaną kurtkę . Makijaż jak zwykle ten sam. Krwisto czerwona szminka czarnme kreski. Do tego rozpuszczone włosy i gotowe. Chwyciłam jeszcze czarne arimaxy w ręke i zeszłam na dół. Nie mam zamiaru jechać w tych szpilkach.Na drugi świat mi się jeszcze nie śpieszy.
-Gotowa,to co jedziemy?-zapytałam wchodząc do salonu gdzie byli już wszyscy.
-Tak chodźmy-zakomunikował Tris.
Na miejscu byliśmy jakieś 10 minut po tym jak opuściliśmy dom,Moje białe porshe troszkę podrasował Connor,więc wątpie ze któryś z Janoskian wygra.
Ustawiłam samochód na starcie i opuściłam go udając się do reszty.
-No to gdzie te pacany?-zapytałam reszty spoglądając się do okoła
-Tamci-wskazał mi głową Tris grupkę chłopaków stąjących do nas tyłem wokół których kręciła sie grupka dziewczyn
-To idę-skierowałam się w stronę chłopaków
-Po co?-złapał mnie za rękę
-Spokojnie,przywitam się grzecznie tylko,chyba przecież nie wiedzą że jestem z wami,zabawimy się troszkę-meuknęłam i ruszyłam dalej.
Podeszłam do grupki nieznajomych
-No dobra panienki jazda mi stąd-warknęłam do tych wszystkich lasek. One naprawdę się nie szanują. Ich ciuchy więcej odkrywają niż zasłaniają
-Bo co?-pisnęła jedna z nich
-Chcesz się przekonać jak ci obije to mordeczkę -przejechałam palcem po jej twarzy. O matko więcej tapety nie można było nałożyć.
W mgnieniu oka ich nie było.
-Jak ostar-jeden z nich skąmentował. Chłopak z piwnymi oczmi i kolczykiem w wardze. Obok niego stał taki sam. Bliźniacy. Kolejny był chłopak z szmaragdowymi oczami. następnie farbowany blondyn i chłopak z kolczykiem w policzku. To sobie wybrał miejsce.
-Może,a wy to kto bo jakoś was tu wcześniej nie widziałam?-troszkę trzeba po udawać
-Janoskian-odezwał się ten ze szmaragdowymi oczami-ja to Beau,te dwa podobne to Luke i Jai,a tamte farbowany to Daniel,a obok James-dodał Beau
-Chloe,startujecie?
-Ta,a co księżniczka zainteresowana sprawami jest-zakpił nie jaki Jai. Juz go nie lubię
-Słonko-podeszłam i przejechałam swoimi palcami po jego policzku-radzę ci się skupić nadrodzę a nie na mnie bo mi będzie łatwiej wygrać
-Ty i samochód,zabawna jesteś-znowu zakpił-ale na pewno do mojego łóżka będziesz się nadawać
-Może kiedyś-mruknęłam. jego nie doczekanie żebym wlazła mu do łóżka. Oderwałam swoja rękę od jego twarzy-a tak po za tym to jestem z Vamps,więc pilnuj się-dodałam i odeszłam.No to zaczynamy jazdę.
Oto pierwszy roździał mam nadzięję że się podoba.Sory za błędy. Do następnego
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz