Translate

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdzaił 13

Na zakupach bawiłam się świetnie. Dawno nie spędziłam tak miło czasu,chociaż w nie ktorych momętach czułam się nie swojo. Jak by ktoś mnie obserwował.                                             Sięgnęłam po już którąś z koleji bluzkę,gdy poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Nie powiem,ale przestraszyłam się. Bluzka wypadła mi z rąk,a ja gwałtownie zostałam odwrócona do napastnika. Stałam teraz twarzą w twarz,z swoim oprawcą. Jai,a kogo innego mogłam się spodziewać.
-oszalałaś?-krzyknął zwracając uwagę kilku klijętów na.nas-co tu sobie wyobrażasz,wymykając się?
-Jai ja....
-Kurwa-warknął,a ja widziałam jak w naszą stronę zbliża się dwuch ochroniarzy. Trzeba działać. Przywarłam swoim ustami do ust chłopaka,przerywając mu dalszą kontunację wypowiedzić. Oddał od razu pocałunek. Znowu mogłam poczuć jego słodkie usta. 
Widząc,że ochroniarze się wycofują,oderwałam się od chłopaka i złapałam swoje torby z zakupami ruszając do wyjścia. Jai pognął tuż za mną przechwytując część tobołków,których trochę się nazbierało.                                         Staneliśmy przy wielkiej fontanie w centrum handlowym.
-Co to miało być? Nie mogłaś przyjść i mnie poprosić bym pojechał z tobą..
-Nir chciałam spędzić ten czas sama i pomyśleć
-I co tam wymyśliłaś
-Że jesteś zadufanym w sobie gnojkiem nie liczącym się z uczuciami innych-oczywiście tak nie myślałam,ale chciałam trochę się z nim ppdroczyć-i,że brakuje mi sexu-kolejne kłamstwo-i mam zamiar teraz pójść kupić sobie sexowną bieliznę i poprosić Luke o to by spełnił moją małą zachciankę-widziałam jak zaciska szczęnkę i żyłka na jego czole znacząco się wyróżnia. Czyli cel osiągnięty.
Podniosłam torby i ruszyłam do sklepu z bielizną. Chłopak szedł za mną nie odzywając się ani jednym słowem. Och czyż by Jai Brook nie miał nic do powiedzenia. Haha. Weszłam do sklepu i od razu pokierowałam się do działu z sex-bielizną. Często w tym butiku robiłam zakupy , więc znam w nim dosłownie wszystki na pamięć.
-Witaj Chloe-przywitała mnie, Sara,ekspediętka
-Hej Sara-uśmiechnęłam się i odstawiłam torby przy jednej z kanap blizko przymieżalni. 
-Siadaj i się nie ruszaj,zaraz przyjdę-rozkazałam chłopakowi,a on wykonał moje polecenie na tychmiast.
Podeszłam do wieszaków i zaczęłam przebierać w skąpych "strojach".
Wybrałam kilka i weszłam z nim do przymieżalin. Przymirżyłam pierwszy komplet. 
-I jak,spodba mu się-wyszłam i zaprezętowałam się chłopaki. Testowałm jego cierpliwość wiedziałam o tym. Uśmiechnął się ironicznie i wyciagnął telefon. Ignorował mnie,jeżeli tak to jeszcze bardziej mam zamiar mu pograć na nerwach.
Pov Jai:
Irytowało mnie jej zachowanie. Wiedziałem,że mnie podpuszcza z Lukiem. Najchętniej zerwał bym z niej tą bieliznę i przeleciał ją w tej cholernej przebieralni. Tak właś nie na mnie działa. Hah,ale zaskoczę was. WIem,że jest dziewicą. Skąd? To prostę,widziałem to pojej minie jak mówiła"brakuje mi sex" Jestm facetem i akurat to umiem rozpoznać.  
Siedziałem i bawiłem się telefonem.Czekając na kolejny pokaz dziewczyn. Ciekawość zżerałam mnie od środka. Ona tam sama za tymi drzwiam calutka naga. Ugch,opanuj się. Spojrzałem w dół swoich spodni. Mój kolega dawał już o osbie znać. Domagał się więcej. 
Dzwi się otworzyły,a za nich wyszła Chloe w koronkowej czarnej bieliźnie. Przejżała się w lustrz, a póxniej spojrzała na mnie. Nie wytrzymałem i pociagnęłem dziewczynę za soba do tej małej ciasnej kabiny. Popchałem ja na ścianke i pocałowałem namiętnie. Zdziwił mnie fakt,że od razu bez żadnych oporów odała pocałunek. Chwyciłem ją za uda i uniosłem jej nogi by oplotła mniem w tali, Zrobiła to bez wachania. Przycisnęłem ja jeszce bliżej siebie i całowałem zachłanie. 
Pov Chloe:
Uległam mu od razu. Nie wim co mną kierowało,ale sama tego chciałam i to bardzo. gdy chłopak uniusł mnie go góry i mozno przycisnął do siebie,wtedy poczułam jego rosnącą erekcję. To dało mi do myślenia. Przecież nie morzemy zrobić tego tutaj,przy tych wszystkich ludzich
-Jai-sapnełam,gdy chłopak sał moja skórę-Nie tutaj-odepchnęłam go lekko od siebie. Chłopak postawił mnie na ziemię i poprawił swoje włosy,oraz bluzkę pod którą oczywiście znalazły się moje dłonie-poczekaj na mnie-pochnęłam go w stronę drzwi. Złączył jeszcze nasze usta w namięty pocałunek,a później wyszedł. Odetchnęłam i szybko przebrałam się w swoje rzeczy. Postanowiłam kupić ten komplet i jescze inne dwa. Czerwony i biały. Gotowa opóściłam przebieralnie i podeszłam do chłopaka.
-Tylko zapłacę i morzmy iść-wzięłam część poprzednich zakupów i podeszłam do lady. Wyłorzyłam bieliznę i czekałam,aż będę mogła za nią zapłacić. Sra zapakowała mi ja w czarną torbę,a ja złapłaciłam wyznaczoną kwotę. Gotowa podeszłam do chłopak i uśmiechnęłam się nie winnie. Nadal władało mna pożądanie tego chłopaka. Pociagnęłam go za ręke i opuścilismy sklep.
Zbliżał się godzina 21 pierwsza,a mnie nadal ogarniało pożądania, Naprwdę musiałam się powstrzymać,żeby nie zucić sie po powrocie na chłopaka przy wszystkich. Oczywiście jak by to przystało,żeby nie dostała kazania od chłopaków. Raczej od Beau,ale jakoś mnie to najmniej obchodziłow tedy. Cały czas odtwarzałam sobie sytuację z przebieralni i nadal to robię. 
Mam na sobie czarną bieliznę,którą dzisaj zakupiłam. Trzeba wkońcu ją wypróbować nie.  Popraiłam makijaż w postaci czarnych delikatnych kresek na powiekach i krwisto czerwonej szminki.  Z tego co słyszałam chłopcy mieli dzisiaj iśc na imprezę,no może tylko Jai został mnie pilnować. Chciało mi się pić,a jakoś nie chciało mi się ubierać więc zeszłam w samej bieliźnie na dół. Chłopców nie ma,a Jai na pewno siedzi u siebie w pokoju lub w tej ich tajnej piwnicy,więc nik mnie nie zobaczy. Nalałam sobie soku do szklanki i wypiłam duszkiem, Odstawiłam szklanke do zlewu i odwróciłam się do drzwi by jak najszybcjiej opóścić pomieszczenie. W progu kuchni stał Jai w samych spodniach. Oblizałam wargi co nie uszło uwadze chłopaka. Przybliżył się do mnie i połozył swoje ręce na moich biodrach.
-Nie ładnie tak chodzić w samej bieliźnie po domu-szepnął mi do uch przygryzając jego płatek,prze co z moich ust wydobył sie niekotrolowany jęk.
-Jak ci to tak badzo przyszkadza to się nie patrz-dotknęłam jego nagiego torsu i przejechałam po nim opuszkami palców. Wiedział jak to sie skończy i byłam bardzo zadowolona z tego faktu. JA w samej bieliźnie, JA w samych spodniach i wolny dom.

Rozdział 12

Pov Chloe:
Nuda,to teraz mi dostkwiera. Leżę już drugi dzień skoleji w tym pokoju. Pierwszego dnia nie chciałam nikomu pokazywać się na oczy. Fioletowe,a raczej już zgniła zieleń widniała na moim policzku. Nie rozumiem co w niego wstąpiło. Nie pokazywał się tu od feralnego tamtego dnia. Brad i James jedynie chcieli się ze mną widzieć,ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Wolę siedzieć tu i nikomu nie pokazywać się w tyn stanie. Szczerze całkowicie zapomniałam o tej " próbie gwałtu". Teraz w mojej głowie siedzi tylko Tristana i co się z nin stało. 
Zwlekłam się powolnie z łóżka i poczłapałam do szafy. Wyciągnęłam zwykłe shorty i bluzkę Jai,którą kiedyś mi porzyczył. Odświeżyłam się i ubrałam. Nie miałam zamiaru się malować. Wiecie ile poszło by na to podkładu. Zeszłam na dół wprost do kuchni. Wszyscy już tam siedzieli jak by specjalnie czekali na coś.
-Hej wszystkim-przywitałam się i usiadłam obok Luke. To z nim zżyłam się najbardziej przez te ostatnie dni. Najczęściej to on mnir odwiedzał w tej samotni. Jai ani razu nie było u mnie. Przykro mi się zrobiło z tego powodu,ale morze miał jakiś warzny powód by do mnie nir przychodzić. 
-Hej,dobrze się już czujesz?-zapytał mnie Luke
-Fizycznie tak,ale psychicznie nie najlepiej,nie wiem co wstąpiło w Tristana-westchnęłam i spóściłam głowę. Po mojej wypowiedzi Jai opóścił kuchnie i pobiegł na górę.
-yy co sie stało,powirdziałam coś nie tak?-spokrzałam zaszokowana na chłopaków.
-no bo ten-zaczął Daniel-od tamtego dnia Jai tak jakby praktycznie z nikim nie rozmawia
-ale jak to,coś mu się stało czy co?-nie rozumiałam o co im chodzi, jak to z nikmim nie rozmawia,o co chodzi?
-nie wiem-tym razem James zabrał głos
-pójdę z nim porozmawiać-zakomunikiwałam i ruszyłam na górę. Stanęłam przed drzwiami chłopaka i lekko w nie zapukałam. Nie dostałam żadnej odpowiedzi,a nie maiłam zamaru czekać jak mu się zbierze na rozmowę. Uchyliłam drzwi i zajrzałam przez nie . Drzwi balkonowe były odtwarte. Weszłam do pokoju,a później na balkon. Usiadłam obok palącego chłopaka. 
-Jai co jest?-dotknęłam lekko jego ramienia i spojrzałam na chłopaka smutno. To co się z nim dzieje to naprawdę coś złego. Jeszcze nigdy nie widziałam go takiego smutnego,zmartwionego.
 -Nic Chloe,jest dobrze-spojrzał na mnie smutno i zaciągnął się znowu nikotyną. 
-Przecież widzę, nie okłamiesz mnie
-Nie okłamuję Cię przecież-strzepnął moją dłoń.
-Jai-westchnęłam i podniosłam się z ziemi. Nie chciałam nic na siłę z niego wyciągać. Jeżeli bedzie gotowy to mi powie. Wyszłam z pokoju chłopaka i zeszłam na dół. Usiadłam obok Beau na kanapie i wpatrywałam się tempo w telewizor. Muszę wydostać się z toąd choćby na godzinę.
-ym chłopaki-spojrzałam na nich-mogła bym pojechać na jakieś zakupy,sama-za akcenyowałam ostatni wyraz. Muszę pobyć trochę sama. Pomyśleć,odpocząć od tego wszystkiego.
-Nie ma obcji-zakomunikował Beau i wyłączył Tv.-nigdzie sama się stąd nie ruszysz .
-Proszę,przecież wrócę
-Nie, koniec i kropka-warknął i wyszedł z pokoju. Podniosłam się z kanapy i pobiegłam na górę do pokoju. Nie miałam zamiaru siedzieć tu cały czas. Muszę pobyć sama,pomyśleć. Przebrałam się w czarny los tank top z krzyżem na przodzie,białe shorty i czanr vansy z ćwiekami. Oczywiście nałożyłam tonę podkładu na twarz by zamaskować sinca. Gotowa zabrałam,torebkę i otworzyłam okno. Jak nie przez drzwi to przez okno,nie. Uchyliłam je jak.najciszej i zierzyłam odlegołość. Trochę wysoko,ale jeżeli dostanę się na balkon Jai to dalej zejdę po winoroślach. Żrzuciłam torbę na ziemię,a sama przełożyłam nogę przez okno,a następnie drugą. W bespieczby sposób dotarłam do balkonu,a później ześlizgnęłam się po winoroślach. Poszło jak spładka. Zabrałam torbę i pobiegłam do swojego samochodu. Naszczęście nadal mam kluczyki zapasowe. Odpaliłam go i odjechałam z piskiem opon. Świetnie zabawę czas zacząć. 

Pov Jai:
Po tym jak Chloe opuściła pokuj,siedziałem jeszcze chwilę na balkonie. Jak ja mam jej wytłumaczyć,że mi bardzo na niej załeży. Bardzo,bardzo. Na pewno by mnie wyśmiał i tule by było. Ugch te dziewczyny. Wszedłem do pokoju i sięgnęłem po telefon. Od blokowałem go i moim oczom ukazała się śliczna Chloe. Ta ustawiłem sobie ją na tapete kiedy spała. Słodka. Nir nie wytrzymam. Zabrałem urzodzenie i ruszyłrm do pokoju dziewczyny. Powiem jej. Co bedzie to bedzie. Bez zbędnego pukania,wszedłem do pokoju,ale jej nigdzie nie było. Zauważyłem,że okno jest otwarte. Wyjrzałem przez nie,a moim oczom ukazała się postać dziewczyny za kółkiem samochodu. Kurwa jak mogli pozwolić jej tak zwiać,ale wróć coś mi.nie pasuję. Zostawiła wszystkie swoje rzeczy,dosłownoe wszystko. Zbiegłem do reszty do salonu.
-Kurwa Chloe się wymknęła,po wie mi ktoś o co tu chodzi
-Chciała jechać sama na zakupy,ale Beau jej zabronił pewniedlatego się wymknęła-odparł bez.namiętnie James i wrócił do oglądania.
Czyli pojechała na zakupy. Chwyciłem kluczyki i wybiegłem z domu. Muszę ją znaleźć,zanim oni ją znajdą. Tak on. Chcą się zemścić za śmierć szefa na niej.

Rozdzaił 11

Pov Jai:
Godzina 10 rano,a ona nadal się nie obudziła. Boję się o nią. Tak cholernie się boję. Jestem przy niej od tego felarnego momętu. Nie daruję sobie jak by jej coś się stało. Zaprząta swoją osobą mój umysł. Za każdym razem gdy ją widze,matko ile bym odał by była moja. Jai o czym ty gadasz? To jest siostra twojego wroga,twój wróg nr.1. Nie norzesz o niej tyle myśleć,nie morzesz.  
Odchyliłem głowę i cicho jęknęłem. Nie wytrzyma tak dłużej. Jeszcze ten jej cholerny braciszek próbujący się z nią zobaczyć. Ktoś doniusł mu o wczorajszym zdarzeniu i od samego rana dobija się do domu. Ugch. 
-Jai?-usłyszałem ciche jęknięcie dziewczyny. Podniosłem szybko głowę by na nią spojrzeć. Obudziła się. Podbiegłem do niej i chwyciłem ją delikatnie w swoje ramiona. Nareszcie wróciła.
-Boże,nie strasz mnie więcej tak-szepnęłrm i przyciaknęłem bardziej do siebie. 
-Jai dusisz mnie-wyszeptała,a ja ją natychmiast od siebie odsunęłem.-Dziękuję
Uśmiechnęłem się słabo i spokrzałem na jej posiniaczone nadgarstki. Jej wrzok terz tam powędrował. Jej delikatną skurę pokrywała ciemno fioletowa plama. Dotknęłem jej nadgarstka i telikanie przejechałem po sincach. 
-Przepraszam to moja winna,mogłem Cię pilnować. Co ja gadam wogule nie powinem Ci na to pozwalać.
-Jai spójrz na mnie-szepnęła i dotknęła mojego policka. Nie mogłem tak normalnir na nią spojrzeć. Nie mogę patrzeć na jej ból.-Jai,proszę.
Podniosłem głwę i spojrzałem w jej oczy pełne ból. To prze zemnie cierpiała. To ja jej nie uchroniłem,to moja i tylko moja wina. 
-Przepraszam Chloe-szepnęłem i dotknęłem jej nadgarstka
-To nie twoja winna,ani niczyja inna. To tylko moja winna,gdybym się nie upierała to...
-Nie proszę-póściłem jej dłonie i podeszłem do drzwi
-Gdzie idziesz?
-Twój brat tu jest,chyba bedzie dobrze jeżeli Cię już stąd zabierze-szepnełem i opuściłem jej pokuj. To chyba będzie najlepsze rozwiązanie tego wszystkiego. Zbiegłem na dół i wpuściłem Tristana do środka
-Możesz ją zabrać jest na góże-wskazałem na schody,a chłopak natychmiast tam pobiegł. Wszedłem do salonu i usiadłem obok reszty.
-Tristan zabiera Chloe-szepnęłem i otchyliłem głow€ do tyłu. Tak będzie najlepiej.
Pov Chloe:
Jak Tristan tu jest i chce mnie zabrać,ale...ale ja chyba nie chcę nigdzie stąd się ruszać. Nie chcę,nie mogę. Opadłam na poduszkę i cicho westchnęłam,nie mogę. 
-Chloe-do pokoju wpadł mój brat i zaraz zanalazł się przy mnie.-Boże nic Ci nie jest-zaczął oglądać mnie z każdej strony. Od kiedy tu jestem dopiero drugi raz się tak zachował. Na wyścigu i teraz. Ani razu nie pojawił się,by mnie ratował ,ani razu. A teraz? Dobry braciszek.
-Nic mi nie jest,co ty tu robisz?-warknęłam i odsunęłam się od niego i spuściłam głowę.
-O co chodzi , coś się stało,zresztą nie ważne gdzir masz torbę to cię spakuje i zabieram cię stąd
-zabieramsz....
-tak zabieram,nie pozwolę ci już tu zostać i zrobić Ci krzywdy 
-ale ja nie chcę-szepnęłam i spuściłam głowę
-co, jak to nie chcesz-odwrócił się gwałtpwnie i spojrzał na mnie dziwnnie
-Nie rozumiesz,że nie chcę-podniosłam głos
-Co ci dali, ile namieszali Ci w tej głowie co-również podniósł głos. 
-nie drzyj się na mnie
-to ty się na mnie nie wydzieraj-podszedł do mnie i walną mnie prosto w twarz. Złapałam się za policzek i rozmosowałam obolałe miejsce. Po policzku spłyneły mi łzy. Jak on mógł. Mój brat,mój kochany Tristan. 
-Chloe..ja..ja...przepraszam-próbował mnie dotknąć,ale szybko podniosłam się z łożka i zbiegłam na dół. Usłyszałam za sobą jego krzyk. Przy ostatnim ze schodów upadłam na podłogę i się jeszcze bardziej rozpłakałam. Nie miałam już siły na nic. 
Poczułam jak silne ramiona delikatnie podnoszą mnie z ziemi. Moja nozdrza otulił słodki zapach męskich perfum. Ten słodki zapch należał do Jai. Wtuliłam się bardziej w chłopaka i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Jak on mógł,jest moim bratem. 
-Chloe co się stało?-Jai usniusł moją głowę i spojrzał na mnie. Skrzywił się na mój widok. Napewno zauważył czerwony ślad na policzku-udeżył Cię?-doktnął mojego policzka i przejechał po nim opuszkiem. Skinęłam głową i w tym momęcie poczułam szarpnięcie za ramię.
-Chloe jedziemy teraz-warknął i próbował chwycić mnie za rękę,ale szybko schowałam się za bliźniakiem ,
-Zostaw ją-warknął Jai i zasłonił mnie mnie swoim ciałem-a teraz wypierdajaj stąd
-co?, nie bedziesz mi rozkazywał,a teraz Chloe idziemy-próbiwał mnie chwycić,ale Jai odepchnął jego rękę 
-spierdalaj-syknął i wyprowadził Tristana z mieszkania . Później podszedł do mnie i chwycił mnie w swoje ramiona. 
-Spokojnie,nie pozwolę cię już skrzywdzić-szepnął i wplotł swoje dłonie w moje włosy-Ciiii
-Dziękuję-szepnęłam i jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
-Chodź na górę,musisz odpocząć

Rozdział 10

Opuszczone miejsce na plaży to coś czego potzrbowałam. Tu mogę sobie w spokoju po siedzieć i po myśleć. Jeszcze nik mnie tak bardzo nie zranił jak Jai. Jednego dnia całuje się ze mną,później dzieli ze mna śpi,a następnego dnia wyzywa od dziwek. Serio czy ja jestem naprawdę taka nijaka. Myślałam,że chodź w małym stopniu zależy mu na mnie,a tu prosze,jestem kolejną jego dziwką. Nie tak chciałam być postrzeżona przez niego i pozostałych. 
-Chloe-obok mnie usiadła jakaś zakaptużona postać. Tylko Connor i Jai wiedzą o tym miejscu. Ten drugi okazał sie być tym kimś. 
-nie chcę z tobą gadać,idz sobie-spuściłam głowę i zaczęłam rysować jakieś wzorki na piasku-jeżeli Ci chodzi czy wrócę,to tak wróce
-Nie Chloe,nie martwię się czy wrócisz,martwię się czu wrócisz do mnie
-do ciebie,po co. Przecież między nami nic nie ma,to tylko pocałunek nic więcej,nie będe twoją dziwką,ktorą bedziesz piepszył kiedy ze chcesz,nie
-Ale ja nie chcę byś nią była,chcę poprostu Ciebie i tylko Ciebie. Nie wiem co się ze mną dzieje,ale cały czas zaprzątasz moje myśli. Kazdej nocy myślę co by było gdyby...no właśnie gdyby-tak samo jak ja wcześniej spuścił glowę.
-kim ja mam być dla ciebie,co?
-Chloe,zwykłą Chloe,bądź sobą
-i co bedziemy się lizać przy wszystkich. I kim wtedy ja bede,dziwką jak sam yo olreśliłeś. Nir chcę brnąć w coś co nie ma przyszłości
-skąd wiesz?
-nie wiem,ale na razie dakesz mi powody do takiego myślenia
Nachylił się na demną i złapał moją twarz w dłonie. Musnął delikatnie moje wargi pocierając delikatnie policzki. Uległam znowu uległam. Odałam pocaunek przyciągając chłopaka bliżej siebie. Kochałam jego miekie usta. Były talie delikatne. Oderwałam się od chłopaka.i spojrza w jego oczy.
-chodźmy-wystawił w moją stronę dłoń,a ja ją chwyciłam.
-jest akcja-do salonu wszedł Beau-trzeba sprzątnąć pewnego gościa,wie za dużo
-zawsze jest jakieś "ale"-wyrycytował James pożerając popcorn z miski
-ten gościu zna nas bardzo dobrze i zawsze są przy nim jego ludzie. Dzisiaj będzie na imprezie i trzeba go jakoś wyciągnąć z tamtąd
-serio i wy myslicie,że to będzie takie trudne-zaśmiałam się z nich wszyatkich 
-to co proponujesz?-zakwitował Luke
-mogę wam pomuc,jesli chcecie
-ty nie będziesz się w to mieszać-warknął Jai
-proszę jedna akcja,na.serio nudzi mi sie już tutaj,tam wam sie przydam
-powiedziałem nie-warknął wstając
-Nie jesteś sam i nie bedziesz decydować za innych,chłopcy?-spojrzalam na.pozostałych i zrobiłam maślane oczka do chłopakow
- czemy nie sprawdzimy co potrafi-zasmiał się Beau
-jestem za-krzykneli James i Daniel
-czyli wygrałam
-a moke zdanie sie nie liczy-zapiszczał Luke
-i tak jak byś powiedział nie to jest 3-2 czyli i tak wygrałam-zaśmiałam sie slodko do niego-to o której zaczynamy
-22- zakomunikował Beau i opuścił salon.
-Co ty wyprawiasz-zaraz za mną do pokoju wszedł Jai. Zarz po tym jak Beau sobie poszedł wstałam i ruszyłam do swojego pokoju. 
-o co ci chodz nie jest twoją własnoscią,prawda?
-Nie jesteś,ale odpowiadam za ciebie 
-nie jestem małą dziewczynką,dam sobie radę
-zrozum to,że nie chcę by Ci się coś stało?
-od kiedy ty się tak mną przejmujesz?-zapytałam odwracając się do niego przodem zakładając dłonie na piersiach
-od kiedy tutaj mieszkasz-warknął i wyszedł z pokoju trzaskając drzwi. O co mu chodzi? Napoczątku mnie wyzywa,później przeprasza,a teraz odstawia takie scenki. 
Wciągnęłam na nogi szpilki i zeszłam na dół. Miałam zamiar uwieść tego faceta,a mój strój mi tylko w tym pomorze. Czarma obcisłe spodnie idealnie podkreślające moje pośladki. Bluzka odkrywając kawałek brzucha prze,którą widać bius. Idealnie do tego szpilki. Świetnie. Weszłam do salonu,gdzie czekają na mnie chłopcy. 
-Idziemy?-zapytałam poprawiając swoje długie faliste włosy.
-a ty do burelu idziesz?-warknął Jai
-satry znowu zaczynasz?-dorównał mu tonu Luke.
-jak skończycie to powiecie?-mruknęłam i wycofałam się do drzwi wejściowych . Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na pierwszym stopniu.  Nie musiałam długo czekać,bo dwuch minutach cała ekipa wyszla na zewnątrz. Podeszłam do swojego samochodu i stanęłam przy drzwiach swojego samochodu.  Miałam jechać,z którymś z chłopaków. Wsiadłam grzecznie za kierownicą i czekałam,na swojego towarzysza. Po paru minutach obok mnie usiadł Jai. Dlaczego on? Nie wiem,może naprzykład Luke. Nie chce z nim przevywać swojego czasu,bo keszcze bardziej zadużam się w nim. Dobrze słyszeliście,zadużyłam się w nim. Odpalilam silnik i ruszyłam za chłopakami. Mieliśmy jechać do jakiegoś klubu,o którym nawet nie maiałam pojęcia. Jechaliśmy w kompletnej ciszy,a ja.nawet nie.miałam zamiatu się odzywać pierwsza do niego. Po pietnastu minutach dojechaliśmy po klub"Noen". Zaparkowałam samochód na parkingu i  czekałam , aż reszta opuści samochody. 
Weszliśmy do loży dla Vip na samym odległym miejscu,żeby nik nas nie zobaczył.
-Widzisz tamtego mężczyznę,w czarnej koszuli-pokazał mi palcem Beau. Skinęłam potwierdzająco głową i czekałam na dalszy wydarzenia-nie wiem jak to zrobisz,ale go wyciągnij z tego klubu jakoś-skinęłam głową i wstałam z swojego miejsca. Przy wyjściu z loży zatrzymał mnie Jai.
-masz-dał mi w rękę małe urządzenie-tym cię namierze gdyby coś poszło nie tak-przypiełam sobie do biustonosza i spojrzałam z powrotem na chłopaka-uważaj na siebie, tylko o to Cię proszę-posłałam mu mały uśmiech .
Ruszyłam na początku do baru,specialnie.przechodząc obok loży tego gbura. Czułam na sobie jego palące spokrzenie. Czyli zauważył mnir,to świetnie. Zamówiłam sobie jdenego drinka,którego pochłonęłam w ekspresowym tępie. Zamawiając drugiego dosiadł sie do mnie mój cel.
-poproszę to samo co ta pani-skinął na barmana i przeniusł swój wzrok na mnie. Był to mężczyzna w wieku20-25 lat. Cieme,kruczoczarne włosy postawione do góry. Czarne oczy,idealna syletka. Jednym słowem przystojniacha.-co tu robi taka śliczna dziewczyna jak ty?-nachylił się nad moim uchem i lekko musnął je swoimi wargami
-szukam takich przystojniaków jak ty-uśmiechnęłam się słodko.
-to morze dosiądziesz się do mnie?
-z chęcią-cheyciłam jego wyciągnięto dłoń i ruszyłam za nim.
Pov Jai:
Rosadzało mnie od środka jak widziałem jak ten cwel ją dotyka czy szepce coś do ucha. Ta dziewczyna jest moja. Cały czas siedzi w mojej głowię. Jej uśmiech,ciepłe wargi,delikane dłonie,ona cała. Nie wiem dlaczego takna mnie działała,ale nic na to nie mogłem poradzić. Za każdym razem gdy widziałem ją coś mi podpowiadał bo jąchwycić w swoje ramiona i namiętnie pocałować. 
Pov Chloe:
Ta sytuacja powoli zaczynała mnie już dręczyć. Cały czas próbował dobrać się do moich majtek. Obleśny typ. Musiałam go jak najszybciej wyciągnąć z tego klubu. Nachyliłam się nad jego uchrm i szepnęłam.
-wyjdziemy na zewnątrz,nie najlepiej się czuję-skinął tylko głową na swoich kompanów i ruszył za mną do wyjścia ewakuacyjnego. Pochałam drzwi i znalazłam sie na świeżym powietrzu. Odkręciłam się do niego przodem,ale natychmiast tego pożałowałam. Przyparł mnie do ściany,przyciskając biodrami jak najmocniej do moich uniemożliwiając mi jakiego kolwiek ruchu. Wpił się w moje usta ,zrywając moją bluzkę. Do moich oczy napłyneły łzy. Tak to nie miało wyglądać. Nik nie maił sie do mnie dobierać,a co najważniejsze próbować zgwałcić,ale sama tego chciałam pakując sie w to. Z całej siły próbowałam odepchnąć go od siebie,ale na marne poszły moje wysiłki. Umieścił moje nadgarstki nad głową,jedną ręką trzymając jed,a drugą próbując dostać się do rozporka spodni. Bałam się,potfornie się bałam. Niby należe do tego świata,ale to jest za dużo. Nie chcę stracić dziewictwa,z kimą takim. Tak dobrze słyszycie,jestem dziewicą. Uwodziłam facetów,całowałam się z nimi,ale nic więcej,nigdy nic więcej. Boże gdzie jest Jai. Chłopak dotarł do zapięcia spodni i jednym szybkim ruchem rozerwał go.
-proszę puść mnie-wyszlachałam
-sama się prosiłaś dziwko o to,więc cicho sieć-wszystko tak szybko się potoczyło,że nawet nie zauważyłam jak ktoś powala mojego oprawcę i wymierza w niego bronią. Później widziałm już tylko ciemność. 
Pov Jai:
Po tym jak Chloe wyszła z tym palantem,szybko zebrałem chłopaków,bo zachciało się im się iść na jakieś panienki. Ruszyłem razem z chłopakami w kieryknu drzwi awaryjnych i je mocno popchnęłem. To co zobaczyłrm przyprwił mnie o skurcz w sercu. Chloe pół naga,przyciśnięta do ściany,zalana łzam przez tego bandziora. Nie wiem co mną kierowało,ale szybko odciągnełem go od niej i wymierzyłem mu kulke w łeb. Podbiegłem do dziewczyny i chewyciłem ją w swoje ramiona. Zemdlała. Jak mogłem pozowlić jej nato. Jak mogłem narazić ją na takie nie bezpieczeństwo. Nigdy,alr nigdy więcej do tego nie dopuszczę.........


Rozdział 9

Moją szyję otulił czyjś ciepły odech. Przyjemne uczucie,na prawdę. Uchyliłam pkwieki i przekręciłam się do źrodła,co było nie lada wyzwaniem,bo uniemożliwiała mi to ręka opleciona w moim pasie. Wczorajsze wspomnienia wróciły. Pocałunek w kuchni,balkon,Jai. Uśmiechnęłam się na widok śpiącego chłopaka. Wyglądał tak słodko jak śpi. Delikatnie pogładziłam swoją dłonią jego policzek. Miał taką delikatną skórę. Uśmiechnęłam się na ten widok. Bardzo bym chciała budzić codzienie i widiwać taki widok. 
-Znowu się gapisz-zamruczał cichi,uśmiechając się cicho. 
-Nie gapię się-zabrałam swoją dłoń i spojrzałam na swoje pomalowane pazokcie.
Wypuścił mnie z swoich objęć i zawisł na demną. Skradł mi małego całusa,a w tym momęcie do pokoju wszedł Luke. 
-Sory,kolejna dziwka-zaśmiał się i opuścił pokouj. Najwyraźniej mnie nie zauważył i dlatego mnie tak nazwał. Dziwka. Ten jeden wyraz odbijał się o moje uszy. Czyli Jai zalicza wszystkie panienki,a później jej zostawia jak gdyby nic. A ja głupia myślałam,że mu zależy na mnie. Idiotka. 
-Muszę iść-zepchnęłam chłopaka z siebie i szybko wydostałam się z łóżka. Podbiegłam do drzwi i szybko je otworzyłam. Zamykając je usłyszałam jeszcze gardłowe "Kurwa Chloe". Wbiegłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Osunęłam się po drewnianej powłoce i zatopiłam się w łzach. Jak on mógł,jak ja mogłam.  Głupia myślałam,że to coś więcej. Idiotka. 
Otarłam łzy i weszłam do łazienki. Nie mogę płakać przez tego idiotę. Wzięłam szybki prysznic i umalowałam się. Gotowa opuściłam łazienkę podchodzać do szafy. Wyciągnełam z niej czarne shorty z podwyszonym stanem i czarny tantop. Na nogi wsunęłam czarne vansy. Gotowa zbiegłam na dół do kuchni. Bez zbędnego przywitania, wyciągnęłam z szafki płatki i miseczke. Wstpałam zawrtoś pudełka do naczynia i zalałam mlekiem. Zabrałam jeszcze łyżkę i usiadłam przy stole obok Daniela.
-A ty co taka nie w sosie-szturchnął mnie w ramię zwaracając tym samym uwagę wszystkich na mnie w tym Jai.
-Nie ważne,poprostu złe rozpoczęcie dnia-uśmiechnełam sie krzywo wracając do posiłku. Potrzebowałam z kimś pogadać. Z kimś komu bez granicznie ufam-mogę dzisiaj pojechać do Connora
-po co?-zakpił Jai
-pogadać o okresie-warknęlam-Daniel proszę pojedź ze mną
-nie mam obcji nigdzir nie jedziesz
-bo co?-podeszłam do niego i pochalam go mocno-teraz nic nie będzie mi wolno bo nie bedą twoją nową dziwką do pierdolenia,co?-warknęłam odsuwając się od chłopaka na bezpieczną odlegość-przykro mi,że jako jesyna nie dam dupy takiemu skurwielowi jak ty
-od szczekaj to-warknął i złapał mnie mocno za nadgarstki popychając na ścianę-odszczekaj
-nie, i póść mnie w tej chwili
-bo co? Nie będe mógł cię już obacywać na blacie kuchenym. Każda mi ulega,nawet ty,wszystkie zachowujecie się jak dziwki-czy on powiedział.....z moich oczu popłynął strumień słonych łez. Nie mogłam tego wytrzymać. Wszyscy juz mnie za nią uważają. Odepchnęłam chłopaka id siebie i sprzedałam mu siarczystego plaskacza. Opósciłam w szybkim tępie dom i podbiegłam do swojego samochodu. Dobrze,że mam w środku zapasowe kluczyki. Odpaliłam samochód i wyjechałam na drogę. Teraz jedynym moim celem jest plaża.

Pov Jai:
-Stary przesadziłeś-upomniał mnie Beau i wstał od stału-jadę jej poszukać.
Wiem,wiem przesadziłem. Nie powinrm jej wyzywać od dziwek. Ta dziewczyna tak na mnie działa,ze inaczej nie mogę. Najchętniej bym ją tak rżnął,żeby nie wstała przez następny tydzień. Kurwa muszę ją znaleźć zanim zrobi coś głupiego i chyba wiem gdzie zacznnę.

Rozdzaił 8

Siedząc w kuchni spoglądałam na idealną sylwetkę Jai. Stał do mnie tyłem i nie mógł zobaczyć,że wlepiam wzrok w jego osobę. Po tym jak odjechaliśmy wstąpiliśmy jeszcze po zakupy do domu. Obecnie chłopak coś pichcił,a ja przyglądałam się jego poczynanią.                                                 Szczerze,nie czuję się "porwana",nie trzymają mnie w piwnicy,nie dostaje suchego chleba i szklankę wody. Czuję się jak członek tego domu. Jednak brakuje mi Connora,Jamesa,Brada czy Tristana. To moja jedyna rodzina. Moi przyjaciele. Zawsze,ale to zawsze będe ich kochać i to się nie zmieni. 
Sięgnęłam po szklankę soku,wlepiając wzrok w chłopaka. Miał idealme ciało. Przez białą koszulkę,widziałam każdy napreżający się jego mięsień i kilka tatułaży na ramionach.         To co stało się w samochodzie,ten pocałunek,nie wiem co to było. To jakiś impuls. Śmiało mogę przyznać,że mi się podobało. Bardzo. Wiem to Jai. Typowy zły chłopak,z gangu. Dla niego dziewczyny są jak kolekcje majtek,które ściągnął z kobiecego ciała. No,ale nie czuliście kiedyś chęci zaryzykowania. Wpakowania się jeszcze w większe guwno,niż w jakim się znajdujemy. Zasmakować zakzanego owocu jedynego w swoim rodzaju. Niepowtarzalnego,jedynego. 
-Gapisz, się na mnie-z zamyśleń wyrwał mnie głos Jai. Odwrócił się w moim kietunku i posłał mi promieny uśmiech.
-Co ni..e,c..oś Ci się prz..ewidziałoj-zająkałam się i spuściłam wzrok na swoje dłonie. Poczułam na swoich biodrach ręce chłopaka,które uniosły mnie do pozycji stojącej
-Czyżby,bo mi się wydaje,że porzerałaś mnie wzrokiem-zaśmiał się i przyciągnął blisko siebie. Złożył na moich ustach czuły pocałunek. Zarzóciłam ręce na jego kark i pogłębiłam tą słodką przyjemność. Chyba tego pragnęłam. Potrzebowałam zaznać tej słodkiej rozkiszy,której od bardzo dawan nie doznałam.
Jai oparł mnie o blat kucheny,przylegając swoim ciałem do mojego. Pociągnęłam za końcówki jego ciemnych włosów,wywołując tym samym cichy pomruk zadowolenia. Przejechał swoim językiem po mojej dolnej wardze,na co rozchyliłam leko wargi. Wsunął swój język i zaczął zaciętą walkę z moim. Ostateczbie to i tak chłopak wygrał walkę. Uległam mu,znowu. Uniusł mnie do góry i posadził na blacie,stając między moimi nozgami. Opletłam go w pasie i przyciągnęłam bliżej do siebie. Umieściłam swoje dłonie na jego krańcach bluzki i jednym sprawnym ruchem ściągnęłam go z niej,która wylądowała w zlewie. Zaśmiałam się z tego poczynania i wróciłam do ust chłopaka. Całował zachłanie i drapieżnie. Byłam spragniona jego dotyku,jego ust. Jai zszedł swoimi pocałunkami niżej na moją szyję zostawiając na niej spory znaczek. Jęknęłam z tej rozkoszy. Jeho dłonie powędrowały pod mojąk koszulkę. Jego dłonie zaczęły kreślić na moich biodrach nieokreślone znaczki. W tym czasie do domu,wleciała pozostała czwórka domowników. Oderwałam się od chłopaka i zeskoczyłam z blatu poprawiając swoją koszulkę i włosy. Usiadłam przy stole i spojrzałam na chłopaka,który wciągał na siebie koszulkę.                                   W tym czasie do kuchni wparowali chłopcy. Potpici chłopcy. Spojrzałam na nich po kolei i mało nie parsknęłam śmiechem. Beau,nie miał butów i jedej nogawki spodni,Luke miał poszarpaną koszulkę,James i Daniel mieli jedynie na sobie slipki. Osunęłam się z krzesła na podłogę i wybuchłam nie pochamowanym śmiechem. Wyglądali jak menele,nawet gorzej. I oni nazywają się gangie Janoskians.
-Czego rżysz-zakpił James siadając na krześle,na którym siedziałam wcześniej i chwycił moją szklankę z skoiem. Podniosłam się i stanęłam obok zaszokowanego Jai. 
-Jakieś kurwy zabrały nam łachy,a tamtci wpadli w jakieś krzaki-spojrzałam na Jai,później na chłopaków i znowu na Jai,po czym wybuchnęłam śmiechem,a zaraz po mnie mój towarzysz. Tym razem nie miałam zamiaru się chamować. Tacy groźni,a dak dali się wykiwać jakimś dziewczyną. A Brooksi. Haha jak morzna wpaść w krzaki i wyjść w takim stanie z tego. 
-Nir mogę,idę z tąd ,ogarnijcie się trochę-spojrzałam na nich znacząco i ruszyłam w kierunku wyjścia z kuchni. W połowie drogi zatrzymał mnie uścisk na nadgarstku. Od razu na myśl przyszedł mi Jai,ale okazało się,że tym kimś był jego bliźniak.
-Chloe nie chcę być wścipski,a ni nic,ale-odgarnął z mojej szyj włosy i spojrzał na nią-masz yu coś,a z tego co widziałem wcześniej nie miałaś tego-spojrzałam spanikowana na niego,później na resztę brudasow i ba Jai. Zmroziłam go wrokiem i wróciłam spowrotem wzrokiem na Luke.
-to nic,nie ważne-zaśmiałam się nerwowo-ogarnijcie się.

Dochodziła 2 nad ranem,a ja nadal nie mogłam spać . Cały czas myślałam o Jai i tej cholernej malince. Jak mogłam być tak nie ostrożna. Ugch. Idiotka.
Zwlekłam się z łóżka i wymknęłam się po cichu z pokoju. Na palcach przedostałam się do pokoju młodszedo bliźniaka. Uchyliłam leko drzwi i wślizgnęłam się do środka. Zdziwiłam się,że o drugiej w nocy chłopak stał w samych spodenkach na balkonie i palił papierosa. Skradłam się po cichu do niego krzyknęlam " Buuu".
-Nie normalna jesteś-przygwoździł mnie do barierki. Jego oczy nagle stały się czarne. Czarne niczym otchłań. Dotknęłam jego policzka. Bałam się go,w tej chwili. Przeraził mnie. Jego oczy po wpływem mojego dotyku nagle przybrały swoją pierwotny kolor. -nie rob tego więcej
-dobrze-szepnęłam i oderwałam swoją rękę od twarzy chłopaka,którą sam z powrotem umieścił na pierwotne miejsce.-nie chciałam Cię zdenerwować.
-Dobra już,co Cię tu sprowadza
-Wiesz jak by nie patrzeć wpędziłeś mnie w kłopoty przez to znamie. 
-o nie moja droga ja Ci sprawiłem przyjemność
-co,chyba żartujesz wiesz ile podkładu zmarnuję na to 
-nie nażekaj,jak tak bardzi chcesz to mogę ci drugą taką zrobić
-no nie wiem,zależy gdzie 
-tu-wskazał na moją lewą pierś
-Jai jesteś taki słodki,ale nie-odepchnęłam chłopak od siebie i wbiegłam do jego pokoju. Wczołgałam się na jego łóżko chłopaka i okryłam szczelnie kordłą.
-A ty tu po co?-zaśmiał się i wczołgał się z drugiej strony przyciągając bliżej siebie.-jesteś zimna
-za to ty gorący-wtuliłam się w jego klatkę piersiową i odpłynełam do krajiny snów.

Rozdział 7


Siedziałam w samochodzie tego dupka. Jechaliśmy właśnie na wyścigi,które po dobnież zorganizował Connor. Nie wiem dla czego? Zazwyczaj były zorganizowane w weekindy,a nie w środku tygodna.

Po kilku nastu minutach zatrzymaliśmy się przy starym hangarze na końcu miasta. Wysiedliśmy z samichodu i od razu zostałam przygworzdżona do drzwi samochodowych czerwonego ferrari.

-Jeden jakiś wybryk i obuecuję,że nie będzie miło-warknął Jai i nachylił się blizko mojej twarzy,że stykaliśmy się nosami-rozumiesz?

-tak-jęknęłam i rozmasowałam obolałem nadgarstki gdy póścił mnie chłopak

-no to świetnie,a teraz chodź-pociągnął mnie za rękę do pozostałych.

Ile ten cwel ćwiczy? Rozumiem,że jest facetem i ma mnustwo siły,no ale trochę szacunku dla dziewczyn i delikatności. Nie jestem szmacianą lalką,którą można ciągać po chodniku za nogi.                                                                                                       W odali zobaczyłam Tristana i reszty mojej paczki,byłej paczki. Chciałam do nich jak najszybciej podbiec i żucić się na szyje bratu,ale nie stety ręka Jai kurczowo ściskała moją.

-nie teraz-warknął i zatrzymał się obok reszty Janoskians.    

-za kilka minut wyścig,5 patyki do zgarnięcia,jeżeli to przegrasz to obiecuję,że skopie ci dupe-zaśmiał się Beau przy ostatniej kwesti. Halo czy ja się przesłyszałam,on się śmieje. Nagle poczułam szarpnięcie za ramie odwaracajac sie do napastnika,ale nie uwalniając ręki z objęcia Jai. Tym kimś oczywiście był Tristan i reszta. Jai przyciągnął mnie bliżej siebie i wyciągnął broń,a za nim reszta. To samo uczynili Vamps.

-oh myślałem,że już nie pogadamy-zaśmiał się mój porywacz i przejechał pistoletem po moim ramieniem. On jest nie normalny.

-póść ją kurwa-warknął Tris podchodząc bliżej,co ni było rosądne bo młodszy bliźniak przystawił mi pistolet do głowy.

-radzę tego nie robić-warknął-nie zmuszaj mnie do tego,a bardzo bym nie chciał by stała się jej krzywda,jest zbyt piękna-ostatni wyraz szepnął mi do ucha ucałowując delikanie mój policzek. Czy on powiedział,że jestem piękna . Nie przesłyszałam się na pewno,a może nie. Napewno żartuje,na pewno 100% pewności.

-łapy przy sobie-warknął brat i z niechęcią opuścił broń-co chcesz za nią

-stary,nic nie chcę,nie ma takiej rzeczy która by ją zastąpiła-uśmiechnął się Jai i znowu przycisnął mnie mocniej do siebie o ile było to możliwe

-mów!!-wydarł się jeszcze bardziej-obiecuję,że jeżeli coś się jej stanie to sam zgotuje ci śmierć taką,że przejdzie do historii.

-luz,postanowione jest moja. Jeżeli nie chcesz by cierpiała to nie wchudź nam w drogę-zakpił-a teraz chodź mała mamy wyścig-pociągnął mnie za rękę i z powrotem pociągnąl w stronę samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera i zapiełam pas. Odwróciłam głowę w miejsce gdzie stał Tris i uśmiechnęłam się pocieszająco do niego. Odwzajemnił mój uśmiech. Nie chcę by się w to wplątywał. To ja się wpakowałam ja muszę sobie jakoś z tym poradzić.                    

-Teraz się przejedziemy -zaśmiał się chłopak i odpalił samochód-powiesz mi jak przejechać ten cholerny zakręt to obiecuję,że będę miły-podjechał na start i ustawił na lini startowej

-ooo nie,nie ma obcji napewno Ci nie zdradzę jak to robię,wolę umrzeć niż Ci powiedzieć-zasmiałam się z chłopaka i poklepałam po ramieniu.

-jak chcesz spróbuję w inny sposób-nachylił się nad moją twarzą i musną moje usta. Nie wiem dlaczegk to zrobiłam,ale odwzajemniłam pocałunek. Zatopiłam swoje dłonie w jego gęstych włosach i pociągnęłam za jego końce wywołując cichy jęk zadowolenia. Odcknęłam się dopiero gdy jego dłoń powędrowała na moje uda jadąc nimi w górę.  Oderwałam się od chłopaka i odepchnęłam go od siebie.

-Nie,nie to nie powino się zdarzyć nigdy-złapałam za pas i sprawnie go odpięłam łapiąc za klamkę,ale uniemożliwił mi to ręka chłopaka

-hola hola,gdzie ci tak śpieszno

-Nie,nie mogę Jai proszę, poczekam z chłopakami-szepnełam -na zakręcie przyszpiesz i zaciągnij ręczy obroć kierowbicę w przeciwnym kierunku,to wszystko-dodałam,a chłopak puscił moją dłoń. Podeszłam do Beau i Daniela,ktoży nie brali udziału w wyscigu. Luke i James pojechali jako eskorta Jai.

Oparłam się o maskę i głęboko westchnęlam. Nie powino się to stać,nigdy. On tak jakby mnie porwał,a ja jak nic całuję sięz nim. Ale naprawdę super całuje. Te jego cieple,słodkie i miękie wargi tak idealnie całują.....Nie STOP ja nie mogę,nie powinam,nie....chce.

Nawet się nie zoriętowałam kiedy samochody wystartowały,a teraz wchodzą w ostatni zkręt. Spojrzałam na czerwone ferrari. Zrobił tak jak mu powiedziałam. I co wygrał,zaraz za nim dojechał Tristan.

Odepchnęłam się od maski i stanęłam blisko Daniela. Kilka minut później dotarł do nas Luke i James,a zaraz za nimi Jai z nagrodą. Odwróciłam wzrok od niego szukając jakiego kolwiek punktu zaczepienia. I znalazłam. Do Tristana dostawiała się jakaś blond pani. Jemu najwidoczniej się to podobało. No suoer. Jego siostra jest na uwięzi przez jego wrogów,a on flirtuje sobie z blondyneczką. Zajebiście.

-Dzięki mała-z zamyśleń wyrwał mnie głos Jai. Odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu pół uśmiech.

-nie ma za co,ale możemy już wracać,nie chcę tu być-szepnęłam i spuściłam wzrok. To bez sensu. Moje życie jest bez sensu. Już dawno je straciło.

-chodź-znowu pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam na chłopaków. Oni chyba nie mieli zamiaru się nigdzie wybierać.

-czego chłopaki nie jadą z nimi?-zapytałam nawet nie spoglądając na chłopaka.

-zostają na imprezę

-a policja,przecież zaraz na pewno się tu zjawią

-spokojnie,dziś mają ważniejsze sprawy na glowie-zaśmial się i odjechał.

Czasami się zastanawiam czy nie lepiej nie skończyć z swoim życiem. Nie będzie marzen,miłości,szczęścia. Niczego. Tylko ja trumna i czarna ziemia. To chyba jedyne rozwiązanie by nie cierpieć,bo ja.bardzo cierpię.

Rozdział 6

Pov Connor:
Zaparkowałem samochód pod wielką willą na obrzeżach miasta. Wysiadłem z samochodu u skierowałem się do drzwi. Jak na kuluralnego człowieka wcisnełem dzwonek czekałem aż ktoś otworzy mi drzwi. 
Nie przyjechałem tu znimi się bić,bo nie mam na to siły. Chcę z nimi tylko porozmawiać. 
Drzwi otworzył mi Daniel. Stary przyjaciele. 
-Radze Ci się stąd zmywać,bo oberwiesz znowu kulkę
-Spokijnie,chcę tylko pogadać z Jai
-Ty naprawdę jesteś głuchy spieralaj-wydarł się na mnie,a w tym czasie w drzwiach stanął Jai. To świetnie teraz sobie z nim pogadam.
-No nareszcie,myślałem,że nigdy sie nie doczekam-zakpiłem z niego
-co ty tu robisz,chcesz kolejną kulkę-wyszedł z mieszkania i stanął na przeciw mnie
-pogadać tylko w cztery oczu-chłopak kiwną na Daniela,a ten po chwili zniknął za drzwiami. 
-no słucham-skrzyrzował ręce na piersi i uniusł brwi wyczekująco
-Chloe, chcę Chloe to nie jej wojana
-Chloe-westchnął-śliczna Chloe. Ona jest teraz moja
-co chcesz za nią?-warknęłem. Powoli traciłem cierpliwość do tego pajaca
-nic,dosłownie nic,podoba mi się i to bardzo, nic jej się nie stanie jeżeli nie będziecie wchodzić nam w akcjie
-stary po prostu odaj mi ją
-ogłuchłeś-zaśmiał się -spadaj stąd jeżeli nie chcesz skończyć tak jak ostatnim razem. Powineś się cieszysz,że żyjesz gdyby nie ona to wąchał byś już dawno kwiatki.-zaśmiał się i zniknął za drzwiami. 
Kopnęłem wkurwiony oponę i usiadłem za kierownicą. Odjechałem z piskiem opon. Tak niczego nie załatwię. Muszę spróbować w inny sposub...
Pov Chloe:
Odkładałam ostatnią parę spodni do szafy,gdy usłuszałam pisk opon. Charakterystyczny pisk. Tak jeździ tylko Connor. Podbiegłam do okna i zobaczyłam odjeżdzające auto chłopaka. Co on tu robił?
Zbiegłam poschodach na dół i na korytarzu natknęłam się na Jai.
-Co robił tutaj Connor
-chciał,żebym Cię wypuścił,ale się nie zgodziłem-zaśmiał się i ominął mnie kierując się prosto do kuchni. Dupek. 
Poszłam za nim i usiadłam na wysepce.
-Dla czego ja?-spojrzałam na na niego,gdy ten pił sok z kartonu.
-dla czego ty?-zaśmiał się i ostawił napuj-to proste-podszedł do mnie i stanął między moimi nogami-jesteś seksowna i zadziorna-przejechał jednym palcem po lini szczęki,a w moim arganizmie pojawiło się jakieś dziwne uczucie. Przyjemne uczucie-zarazem słodka i nie wina-dotknął mojego policzka I przejechał po nim palcami-nie dostępna i za razem łatwa-złączył nasze usta w czuły pocałunek. Całował tak fantastycznie,ale to idzie w złą stronę. Odepchnęłam chłopak od siebie i zeskoczyłam z blatu
-nie jestem łatwa,zapamiętaj to sobie-warknęłam i wyminęłam go. Nie miałam ochoty na przebywanie dłużej w jego towarzystwie. Wbiegłam po schodach na górę. Na samej szczucie wpadłam na kogoś i odbiłam się. Liczyłam na upadek na samą duł,ale czyjesz silne ramiona oplotły mnie ratując przed upadkiem. 
Spojrzałam na twarz mojego wybawiciela. Bliźniak Jai. Luke.
-Przepraszam i dziękuje-wyplątałam się z jego objęć 
-Nie ma za co,uważaj następnym razem bo następnym razem może to się nie skońcyć tak kolorowo-uśmiechnął się i zbieg po schodach. 
Leżałam już tak trzecią godzinę z nudów. Dochodziła godzina 6,a w moim pokoju nagle zjawił się Jai.
-naszykuj się na 20 jedziemy na wyścigi-tak szybko jak się pojawił tak szybko zniknął. Cieszyłam się bardzo,że wyrwę się z tego więzienia wreszcie. Być może spotkam Tristana i resztę. 
Wzięłam szybko prysznic i założyłam czarne rurki, crop top z ćwiekami na lewej piersi i skóżaną kórtkę.Na nogi wsunełam czarne szpilki. Cała na czarno. Usta podkreśliłam czerwoną szminką,a oczy grubymi kreskami. Włosy leko podkręciłam i gotowa przejżałam się w lustrze. Na wszelki wypadek zabrałam broń,któru umieściłam za paskiem spodni z tyłu.
Gotowa zbiegłam na dół,bo dochodziła już 8 wieczorem. Stanęłam w progu kuchni, z której dochodziły głośne śmiechy.
-Gotowa-zwruciłam tym samym uwagę chłopaków na siebie. 
-ale mamy seksowną współ lokatorkę-zaćwiergotał James i przybił sobie piątkę z Beau.
-uważaj,żeby Ci nie stanął czasami-warknęłam i wycofałam się z owego pomieszczenia. Miałam zamiar zpowrotem wrócić na górę,ale u podnuża stup schodów czyjeś ręce okręciły się wokół mojej tali. Rozpoznałam ten słodki zapach,który otulił moje nozadrza. 
-Jai zostaw mnie-odwróciłam się twarzą do chłopaka
-Chloe wyglądasz tak....nawet sobie nie wyobrażasz jak ten cholernie obcisłe spodnie działają na mnie-wymruczał mi wprost do ucha i sięgnął do miejsca gdzie był pistolet-ale następnym razem schwaj to lepiej-zamachał mi pistoletem przed twarzą i się zaśmiał,
Dupek. Popierdolony dupek. Myślałam,że dojdę w gaciach jak mnie tak obacywał. Ygggg. Idiotka,jak pozwoliłam się mu tak omamić.

Rozdział 5

Macie czasami takie wrażenie,że wasze życie w jednej chwili potrafi zmienić tor biegu. Zmienić się o 360°. 
Jechaliśmy w nieznanym mi kierunku. Z resztą nic nie widział. Ten durnie założyli mi na oczy przepaske,a ręce związali jakimś sznurkiem. No halo,nigdzie i tak im nie zwieje,za bardzo zależy mi na bratu i przyjaciołach. Nie pozwole na to,aby stała się im jaka kolwiek krzywda.
-Długo jeszcze będę miała coś na oczach-mruknęłam wiercąc się na tylnim siedzeniu
-Długo-warknął Beau. Tak to Beau. Już zdążyłam nauczyć się ich imion i rozpoznawać ich głosy.  Beau to ten chyba najgorszy palant świata. 
-Spokojnie bo Ci żyłka penknie-zakpiłam i oparłam głowe o szybę. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
Pov Tristan  Evans:
Przebudziłem się same rana. Zwlekłem swoje ciało z łóżka i poszedłem do łazienki. Odbyłem tam poraną toalete i ubrałem zwykłe czarne spodnie i białą koszulkę. Gotowy zbiegłem na dół do kuchni. Dziwne,Chloe powina już nie spać i chłopaki. Wyciągnęłem sok z lodówki i napiłem się prosto z kartonu. Dopiero teraz moją uwage przykuła biała kartka. Podniosłem ją i przeczytałem treść
-Kurwa-szepnęłem i wbiegłem na górę do jej pokoju. Nie ma jej. Wbiegłem do pokoju obok i obudziłem jego lokatora
-Connor debilu,wstawaj-wydarłem się na chłopaka,a w tym czasie do pokoju wbiegła pozostała część domowników.
-E stary co jest-Brad położł swoją dłoń na moim ramieniu,ale od razu ją strzepnełem
-Chloe zniknęła,zostawiła list,że musi nas chronić i mamy jej nie szukać
-Co?-wydukał Connor. Popimu strasznemu wygladowi miał wiele siły na podniesienie swoich czterech liter z materaca i wyszarpania mi kartki-to moja winna gdy by nie ja....
-Było myśleć wcześniej. Jeżeli jej coś się stanie to sam Cię zabije-warknęłem i wyszedłem z pokoji trzaskając drzwiami.   Jak jej coś się stanie.......muszę ją znaleźć,zanim coś jej zrobią.
Pov Connor:
To moja winna,gdybym nie mieszał się w ich sparwę wszystko było by po staremu. 
Jak ona mogła się na to zgodzić,jak mogła się poświęcić dla mnie dla nas i odać siebie w ich ręce. To ja powinem zginąć,a ona teraz tu siedzieć i wpieradlać popcorn,do cholery. 
Wiem gdzie mogą być. Muszę tam pojechać i jakoś to odkręcić.
Pov Chloe: 
Czułam sie jak bym latała. Unosiła w powietrzu. Poprostu leciutka jak prórko. Byłam niesiona w styli ''ala pany młodej''. Nie uchyliłam powiek,bo nawet przyjemny był taki transport. Ciepły odech muskał moją szyję. Uchyliłam lekko powiek by sprawdzić,kto jest tym gentelmenem. Jai. Serio on. Ten zadufany dupek. Musiał zauważyć że się na niego patrzę bo się uśmiechnął. A no tak zapomniałam wam wspamnieć,że na moich oczkach już nie znajdował się czarna przepaska,a na ręce nie były już zawiązane.
-Ksieżniczka wstała-uniusł mnie ciut wyrzej i wniusł po sochadach po czym skierował się do drzwi na samym końcu korytarza. Znajdowaliśmy się w jakimś jasnym pokoju
-Gdzie ja jestm i ile masz mnie zamiar tak trzymać?-rozmasowałam obolałem nadgaratki.
-Tu będziesz na razie mieszkać razem z nami,a to twój pokuj. Na twoim miejscu nie liczył bym tak łatwo na szybkie uwolnienie. -zaśmiał się i skierował do drzwi
-gdzie moja torba?-rozejrzałam się i nigdzie nie zauważyłam swojego bagarzu.
-chłopaki sprawdzają czy czegoś nie przemyciłaś.
-co nie macie  prawa grzebać w moich rzeczach-wybiegłam z pokoju i zbiegłam na dół. Wbiegłam do pomieszczenia z ktorego dochodziły głośne śmiechy. Chłopaki siedzieli i grzebali w mojej torbie. Aktulanie przeglądali moją bieliznę.  Wyrwałam im swoje rzeczy razem z torbą.
-Nie macie prawa tego robić
-My mamy prawdo do wszystkiego-zaśmiał sie James i przybił piątkę z Lukiem
-Właśnie,że nie-wydarłam się i pobiegłam na górę ze swoim rzeczami. Zamknęłam się w pokju i opadłam na łóżko. 
To bedzie jeden wielki koszmar.......

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 4

-Puść mnie idioto-wydarłam się na Jai i z całej siły walnęłam w plecy tego idiotę. Niósł mnie do jakiejś opuszczonej fabryki. A no tak może zacznę od początku.
Po tym jak wprosił się do mojego auta,jeździliśmy trochę po mieście. Jai pokazał mi kilka miejsc,o których nie miałam zielonego pojęcia. Zachowywał się naprawdę uroczo. Etykieta chłopaka z gangu nie pasowała do niego w tamtym momencie,ale jak człowiek potrafi się bardzo mylić.
Po dostaniu jakiegoś sms,kazał mi jechać do opuszczonej fabryki na obrzeżasz. Protestowała,ale ten kretyn przystawił mi pistolet do uda. Miałam wyjście,chyba nie. Każdy kto by chciał zostać przy życiu postąpił by tak jak ja.
Po tym jak go tu przywiozłam,miałam zamiar od razu odjechać,ale ten dupek siłą wyciągnął mnie z auta i przerzucił sobie przez ramię.Teraz niósł mnie do tej cholernie obskurnej fabryki. Idiota.
Podczas przejażdżki był na prawdę spoko. Przyjemnie się z nim rozmawiało,tak jak byśmy znali się dłuższy czas,ale nie musiał wszystko zepsuć przystawić mi pistolet.

A czego się spodziewałaś idiotko,że ten chłopak jest słodki. Typowy BAD BOY z książek dla nastolatek,który zakocha się w zwykłej dziewczynie i żuci wszystko. Tylko, że ja nie jestem zwykłą dziewczyną. Nie należę do normalnego świata pełnego miłości,szczęścia,prawdziwych przyjaciół. Mój świat to przeciwieństwo tego wszystkiego. Nielegalne wyścigi,alkohol,wieczne imprezy,może i zdarzają się prawdziwi przyjaciele tacy jak moi,ale o szczęściu i miłości tu nawet nie wspomnę.

-Spokojnie,jak będziesz się tak rzucać to może się komuś coś stać-jak on tak może mówić ze stoickim spokojem.Cholerny psychopata.
-O kim tu mówisz?-warknęłam odpuszczając sobie to walenie w jego plecy.
-Zaraz się dowiesz.
Weszliśmy do starej opuszczonej fabryki. Niósł mnie przez jakiś opuszczony korytarz. Doszliśmy,raczej doszedł nim on do dużego pomieszczenia,z którego dochodziły głośne śmiechy. Postawił mnie na środku pomieszczenia. Obróciłam się do niego przodem i jego znajomych.
-Co tu robi nasza ślicznotka,czyżby chciała popatrzeć na śmierć swojego przyjaciela-zakpił jak dobrze pamiętam Daniel. Jeżeli mnie pamięć nie zawodzi to dawny przyjaciel Connora. Nikt z naszej ekipy po za mną. Przyjaźnili się w szkole podstawowej. Później Connnor dołączył do nas i jego kontakt z farbowanym blondynem się urwał.
-O jakiego przyjaciel Ci chodzi?-nic nie rozumiałam przez jego wypowiedź. Moim przyjaciółmi są jedynie chłopaki z gangu,a oni na pewno dali by sobie radę z takimi opryskami jak tego gówniarze.
-O niego-odsunął się Beau i ukazał mi całego zakrwawianego Connora. Całą jego twarz była we krwi. Był przywiązany do krzesła i nieprzytomny.
Podbiegłam szybko do przyjaciela i rozwiązałam go.
-Connor obudź się proszę-szepnęłam odgarniając włosy z jego czoła. Jak on mogli mu to zrobić?-proszę-szepnęłam
Po opuszczonej sali rozniósł się donośny śmiech chłopaków.
-O kochanie,kochanie-zakpił bliźniak Jai. Luke chyba tak-twój kolega nie potrzebnie się miesza w nie swoje sprawy
-Co! Jak mogliście mu coś takiego zrobić-wydarłam się na niego i spojrzałam na chłopaka. Dopiero teraz spostrzegłam,że jego ramie krwawi. Postrzeli go. Rozerwałam dolną część swojej bluzki i obwiązałam nią ramię chłopaka. Nie wiem ile już tak go trzymali,ale na pewno stracił dużą ilość krwi. Jak mu tego cholerstwa nie wyjmą z ramienia to umrzę,a do tego nie dopuszczę
-Dobra fajnie się gadało,ale już czas na ciebie bo musimy dokończyć co zaczeliśmy-James złapał mnie w pasie i próbował odciągnąć od chłopaka. Szarpałam się,wyrywałam.kopałam,ale to i tak poszło na marne. Był zbyt silny.
-Jai proszę nie-zaszlochałam gdy jeden z nich wymierzał pistoletem w głowę Connora-zrobię dla was wszystko tylko mu nic nie róbcie.
Moje słowa dały mu do myślenia,bo kazał zaprzestać czynom Beau,który wymierzał w chłopaka.
-Wszystko powiadasz-podszedł do mnie i wsadził mi swoją rękę pod rozszarpaną moją bluzkę.
Nie miałam zamiaru mu się stawiać. Jeżeli dzięki temu mój najlepszy przyjaciel miał żyć to nie mam innego wyjścia.
-Wszystko-wyszeptałam i zagryzłam wargę spuszczając głowę w dół
-No dobrze-zabrał swoją rękę-zrobimy tak. Teraz zabierzesz tego idiotę,a o północy przyjedziesz tu sama. Masz spakować swoje najpotrzebniejsze rzeczy. Zrozumiana-spojrzał na mnie,a na jego mordzie zawitał ten perfidny uśmiech
-Tak-zgodziłam się. Nie miałam inego wyjścia. Jeżeli Coonor i inni mają zostać żywi to ja muszę się poświęcić. Nie wybaczyła bym sobie tego,że moim jedynym przyjaciołom  coś się stało,a szczegónie Tristanowi. Straciłam rodziców,nie chcę stracić jeszcze brata.
Daniel puścił mnie,a ja szybko podbiegłam do przyjaciela.
Podniosłam go i oparłam o ramię. Musze go teraz jakoś zawlec do tego samochodu,albo nie.
Położyłam go w bezpiecznej pozycji i wybiegłam z fabryki. Wchodząc tu zauważyłam wielkie szklane okno.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Rozpędziłam się i wjechałam prosto w szybę,która rozpadła się na milion małych kawałeczków.  Podjechałam do przyjaciela i wysiadłam za uta. Otworzyłam sobie jeszcze drzwi  od strony pasażera i podbiegłam do chłopaka. Z trudem go wpakowałam do środka. Naprawdę ile on waży.
-No mała niezła jesteś-zagwizdał łuke,ale puściłam tą uwagę mimo uszu.
Wsiadając do samochodu usłyszałam tylko głos Ja abym pamiętała o tym co powiedział bo inaczej skończy się to dla mich bliskich.

-Brad,James, Tristan pomocy-wydarłam się wchodząc do domu z Connorem,który oprzytomniał w samochodzie. W przed pokoju pojawiła się cała trójka. Widząc mnie z poszarpaną bluzką i ledwo żyjącym chłopakiem przeraziła się. W porę się opamietali i odebrali go o de mnie. Zanieśli go do salonu i położyli na kanapie.
-Co się stało?-Tristan spojrzał na mnie zrywając z chłopaka koszulkę. Ach tak będą wyciągać mu tą jebaną kulę z rany.
-Nie widzisz postrzelili go-wydarłam się na niego-pomóż mu bo to ty zaraz będziesz w jego stanie.
Dopiero teraz przypomniałam sobie,że mam pistolet. Wyciągnęłam go za spodni i położyłam na stoliku.
-Szybko dajcie sprzęt-dalej nie zwracając na mnie uwagi wyjęli kule z ramienia chłopaka i go opatrzyli.


Od momentu w salonie nie rozmawiałam z nikim. Nie chciałam ich widzeć.
Właśnie się pakowałam. Dochodzi godzina 11 wieczorem. Wrzuciłam ostatnią parę spodenek i butów i zasunęłam swoja torbę. Dzięki bogu że jest ogromna,przynajmniej pomieściła wszystkie moje rzeczy. Zabrałam z sobą jeszcze kartę kredytową i pistolet który umieściłam w schowku w moim kuferku na kosmetyki. Kiedyś załatwiłam sobie takie cacko do schowania czegoś żeby nikt nie miał o tym pojęcia. Jednak nadal się przydaje. Napisałam jeszcze list dla Tristana i pozostałych po czym zbiegłam na dół z bagażem. Wszyscy śpią. Zostawiłam kart na blacie i wybiegłam z domu. Wrzuciłam torbę na boczne siedzenie i odjechałam. Opisałam tam dokładnie wszystko, cały przebieg dzisiejszego dnia, o tym co obiecałam janoskian żeby ich chronić i żeby mnie nie szukali.
Będę za nimi tęsknić.

Dochodziła  północ,a ja dojeżdżałam do fabryki. Wjechałam przez rozwalone okno tak jak wcześniej i zaparkowałam samochód tuz obok czerwonego ferrari.
Zabrałam torbę i opuściłam samochód. Stanęłam przed nimi i rzuciłam torbę na ziemię
-Jestem co teraz
-Teraz się zabawimy Chloe