-Puść mnie idioto-wydarłam się na Jai i z całej siły walnęłam w plecy tego idiotę. Niósł mnie do jakiejś opuszczonej fabryki. A no tak może zacznę od początku.
Po tym jak wprosił się do mojego auta,jeździliśmy trochę po mieście. Jai pokazał mi kilka miejsc,o których nie miałam zielonego pojęcia. Zachowywał się naprawdę uroczo. Etykieta chłopaka z gangu nie pasowała do niego w tamtym momencie,ale jak człowiek potrafi się bardzo mylić.
Po dostaniu jakiegoś sms,kazał mi jechać do opuszczonej fabryki na obrzeżasz. Protestowała,ale ten kretyn przystawił mi pistolet do uda. Miałam wyjście,chyba nie. Każdy kto by chciał zostać przy życiu postąpił by tak jak ja.
Po tym jak go tu przywiozłam,miałam zamiar od razu odjechać,ale ten dupek siłą wyciągnął mnie z auta i przerzucił sobie przez ramię.Teraz niósł mnie do tej cholernie obskurnej fabryki. Idiota.
Podczas przejażdżki był na prawdę spoko. Przyjemnie się z nim rozmawiało,tak jak byśmy znali się dłuższy czas,ale nie musiał wszystko zepsuć przystawić mi pistolet.
A czego się spodziewałaś idiotko,że ten chłopak jest słodki. Typowy BAD BOY z książek dla nastolatek,który zakocha się w zwykłej dziewczynie i żuci wszystko. Tylko, że ja nie jestem zwykłą dziewczyną. Nie należę do normalnego świata pełnego miłości,szczęścia,prawdziwych przyjaciół. Mój świat to przeciwieństwo tego wszystkiego. Nielegalne wyścigi,alkohol,wieczne imprezy,może i zdarzają się prawdziwi przyjaciele tacy jak moi,ale o szczęściu i miłości tu nawet nie wspomnę.
-Spokojnie,jak będziesz się tak rzucać to może się komuś coś stać-jak on tak może mówić ze stoickim spokojem.Cholerny psychopata.
-O kim tu mówisz?-warknęłam odpuszczając sobie to walenie w jego plecy.
-Zaraz się dowiesz.
Weszliśmy do starej opuszczonej fabryki. Niósł mnie przez jakiś opuszczony korytarz. Doszliśmy,raczej doszedł nim on do dużego pomieszczenia,z którego dochodziły głośne śmiechy. Postawił mnie na środku pomieszczenia. Obróciłam się do niego przodem i jego znajomych.
-Co tu robi nasza ślicznotka,czyżby chciała popatrzeć na śmierć swojego przyjaciela-zakpił jak dobrze pamiętam Daniel. Jeżeli mnie pamięć nie zawodzi to dawny przyjaciel Connora. Nikt z naszej ekipy po za mną. Przyjaźnili się w szkole podstawowej. Później Connnor dołączył do nas i jego kontakt z farbowanym blondynem się urwał.
-O jakiego przyjaciel Ci chodzi?-nic nie rozumiałam przez jego wypowiedź. Moim przyjaciółmi są jedynie chłopaki z gangu,a oni na pewno dali by sobie radę z takimi opryskami jak tego gówniarze.
-O niego-odsunął się Beau i ukazał mi całego zakrwawianego Connora. Całą jego twarz była we krwi. Był przywiązany do krzesła i nieprzytomny.
Podbiegłam szybko do przyjaciela i rozwiązałam go.
-Connor obudź się proszę-szepnęłam odgarniając włosy z jego czoła. Jak on mogli mu to zrobić?-proszę-szepnęłam
Po opuszczonej sali rozniósł się donośny śmiech chłopaków.
-O kochanie,kochanie-zakpił bliźniak Jai. Luke chyba tak-twój kolega nie potrzebnie się miesza w nie swoje sprawy
-Co! Jak mogliście mu coś takiego zrobić-wydarłam się na niego i spojrzałam na chłopaka. Dopiero teraz spostrzegłam,że jego ramie krwawi. Postrzeli go. Rozerwałam dolną część swojej bluzki i obwiązałam nią ramię chłopaka. Nie wiem ile już tak go trzymali,ale na pewno stracił dużą ilość krwi. Jak mu tego cholerstwa nie wyjmą z ramienia to umrzę,a do tego nie dopuszczę
-Dobra fajnie się gadało,ale już czas na ciebie bo musimy dokończyć co zaczeliśmy-James złapał mnie w pasie i próbował odciągnąć od chłopaka. Szarpałam się,wyrywałam.kopałam,ale to i tak poszło na marne. Był zbyt silny.
-Jai proszę nie-zaszlochałam gdy jeden z nich wymierzał pistoletem w głowę Connora-zrobię dla was wszystko tylko mu nic nie róbcie.
Moje słowa dały mu do myślenia,bo kazał zaprzestać czynom Beau,który wymierzał w chłopaka.
-Wszystko powiadasz-podszedł do mnie i wsadził mi swoją rękę pod rozszarpaną moją bluzkę.
Nie miałam zamiaru mu się stawiać. Jeżeli dzięki temu mój najlepszy przyjaciel miał żyć to nie mam innego wyjścia.
-Wszystko-wyszeptałam i zagryzłam wargę spuszczając głowę w dół
-No dobrze-zabrał swoją rękę-zrobimy tak. Teraz zabierzesz tego idiotę,a o północy przyjedziesz tu sama. Masz spakować swoje najpotrzebniejsze rzeczy. Zrozumiana-spojrzał na mnie,a na jego mordzie zawitał ten perfidny uśmiech
-Tak-zgodziłam się. Nie miałam inego wyjścia. Jeżeli Coonor i inni mają zostać żywi to ja muszę się poświęcić. Nie wybaczyła bym sobie tego,że moim jedynym przyjaciołom coś się stało,a szczegónie Tristanowi. Straciłam rodziców,nie chcę stracić jeszcze brata.
Daniel puścił mnie,a ja szybko podbiegłam do przyjaciela.
Podniosłam go i oparłam o ramię. Musze go teraz jakoś zawlec do tego samochodu,albo nie.
Położyłam go w bezpiecznej pozycji i wybiegłam z fabryki. Wchodząc tu zauważyłam wielkie szklane okno.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Rozpędziłam się i wjechałam prosto w szybę,która rozpadła się na milion małych kawałeczków. Podjechałam do przyjaciela i wysiadłam za uta. Otworzyłam sobie jeszcze drzwi od strony pasażera i podbiegłam do chłopaka. Z trudem go wpakowałam do środka. Naprawdę ile on waży.
-No mała niezła jesteś-zagwizdał łuke,ale puściłam tą uwagę mimo uszu.
Wsiadając do samochodu usłyszałam tylko głos Ja abym pamiętała o tym co powiedział bo inaczej skończy się to dla mich bliskich.
-Brad,James, Tristan pomocy-wydarłam się wchodząc do domu z Connorem,który oprzytomniał w samochodzie. W przed pokoju pojawiła się cała trójka. Widząc mnie z poszarpaną bluzką i ledwo żyjącym chłopakiem przeraziła się. W porę się opamietali i odebrali go o de mnie. Zanieśli go do salonu i położyli na kanapie.
-Co się stało?-Tristan spojrzał na mnie zrywając z chłopaka koszulkę. Ach tak będą wyciągać mu tą jebaną kulę z rany.
-Nie widzisz postrzelili go-wydarłam się na niego-pomóż mu bo to ty zaraz będziesz w jego stanie.
Dopiero teraz przypomniałam sobie,że mam pistolet. Wyciągnęłam go za spodni i położyłam na stoliku.
-Szybko dajcie sprzęt-dalej nie zwracając na mnie uwagi wyjęli kule z ramienia chłopaka i go opatrzyli.
Od momentu w salonie nie rozmawiałam z nikim. Nie chciałam ich widzeć.
Właśnie się pakowałam. Dochodzi godzina 11 wieczorem. Wrzuciłam ostatnią parę spodenek i butów i zasunęłam swoja torbę. Dzięki bogu że jest ogromna,przynajmniej pomieściła wszystkie moje rzeczy. Zabrałam z sobą jeszcze kartę kredytową i pistolet który umieściłam w schowku w moim kuferku na kosmetyki. Kiedyś załatwiłam sobie takie cacko do schowania czegoś żeby nikt nie miał o tym pojęcia. Jednak nadal się przydaje. Napisałam jeszcze list dla Tristana i pozostałych po czym zbiegłam na dół z bagażem. Wszyscy śpią. Zostawiłam kart na blacie i wybiegłam z domu. Wrzuciłam torbę na boczne siedzenie i odjechałam. Opisałam tam dokładnie wszystko, cały przebieg dzisiejszego dnia, o tym co obiecałam janoskian żeby ich chronić i żeby mnie nie szukali.
Będę za nimi tęsknić.
Dochodziła północ,a ja dojeżdżałam do fabryki. Wjechałam przez rozwalone okno tak jak wcześniej i zaparkowałam samochód tuz obok czerwonego ferrari.
Zabrałam torbę i opuściłam samochód. Stanęłam przed nimi i rzuciłam torbę na ziemię
-Jestem co teraz
-Teraz się zabawimy Chloe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz